Czuwaj!






Witaj na stronie 5 Krakowskiej Drużyny Wędrowniczek Virga. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat naszej działalności, dobrze trafiłeś/aś! Serdecznie zapraszamy do przeglądania. 

Obóz w Bieszczadach

2015-08-11 19:54:52



Już ponad tydzień minął, odkąd wróciłyśmy z naszego obozu. W tym roku udałyśmy się w Bieszczady razem z 12 Próbną Drużyną Wędrowniczek z Ostrzeszowa.

 

Pojechałyśmy mocną, pięcioosobową ekipą, by już pierwszego dnia zwiedzić Sanok, gdzie czekał na nas Beksiński i jego dziwne malarstwo. Następnie wyruszyłyśmy w trasę, by zdobyć Halicz, Tarnicę, połoninę Caryńską i Wetlińską, dotrzeć do Cisnej, skąd dalej nad jezioro Solińskie i skończyć w Rzeszowie.

 

Na naszej trasie nie brakowało przygód i długich rozmów. Miałyśmy przyjemność spotkać wspaniałych  ludzi, którzy nie raz pomagali nam w trudach wędrówki, oferowali nam dziwne noclegi i śpiewali z nami do późnej nocy. Lubili nas nawet wtedy gdy Kornelia „w deszczu w Cisnej”  zdemolowała ogrodzenie.

 

Dzięki niezwykłym zainteresowaniom Uli, mogłyśmy także wziąć udział w prowadzonych przez nią warsztatach z pisania opowiadań. Wiemy już kim jest Mary Sue i potrafimy profesjonalnie opisać zabójstwo w lesie. Tak więc jesteśmy już gotowe na każdą obozową okoliczność.

 

Była i rekreacja w lokalnym stylu -  po wymagającej wędrówce, odpoczęłyśmy pływając rowerami wodnymi  po jeziorze Solińskim.

 

Za to w Rzeszowie zawitałyśmy do "Królestwa bez Kresu". Tamtejsi harcerze uraczyli nas wspaniałą atmosferą i „Bajecznym” towarzystwem kota. Królestwo, zwane pieszczotliwie „Harberciarnią” oprócz oferowania herbat które nazywają się jak wiersze Herberta (polecamy „Bajkę Ruską”!), organizuje różne ciekawe wydarzenia. My trafiłyśmy na turniej interpretacji wierszy Herberta, w rocznicę jego śmierci. Dyskutowałyśmy zaciekle na ważne problemy społeczne, np. dlaczego księżniczka najbardziej lubi leżeć twarzą do podłogi, albo dlaczego kot ma elektryczny ogon.

 

Z Rzeszowa, po niewielkiej wymianie uczestniczek, udałyśmy się do obozu szczepu w Hucie Różanieckiej. Do mieszkających tam harcerzy i harcerek sprowadziłyśmy prawdziwych wikingów (i kilka dorodnych walkirii), którzy zgodzili się poprowadzić dla nas festiwal.

Trzy nasze druhny dołączyły do Bractwa Sztandarowego i już następnego dnia przypadło im w zaszczycie stanąć w naszych pocztach. Dzięki życzliwości druhów i druhen z Kręgu Totemowego wszystkie bezpiecznie i komfortowo wróciłyśmy do domów.

 

Podsumowując - wymęczone długimi wędrówkami, oszołomione bieszczadzkimi krajobrazami i wymrożone zimną nocą, powróciłyśmy do Krakowa z wikińską tarczą na ramieniu, aby już od września ruszyć pełną parą na harcerski szlak przygód.

 

Bardzo dziękujemy panu Staszkowi, za tyle dobroci już w pierwszych dniach obozu, druhnom i druhom z Rzeszowa za gościnę i wszystkim Bieszczadzkim Aniołom spotkanym na szlaku.

Jeszcze do Was wrócimy!

« Powrót
Kreator www - przetestuj za darmo